sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 2

Rano obudził mnie Alex, bo chciał od razu zacząć nauki. Wstałam dość niechętnie i poszłam się ubrać . Gdy wyszłam wyglądałam tak:
Poszłam na śniadanie, które jak nigdy zjadł ze mną ojciec i oczywiście Alex. 
-Tris od jakiej mocy chciała byś dziś zacząć?- zapytał chłopak.
-Hmm...-nie zdążyłam  odpowiedzieć bo przerwał mi ojciec.
- Mówiłem już ona nie będzie się uczyła żadnej magi. To dla niej za bardzo niebezpieczne.
-A ja mówiłem że ty nie masz tu nic do gadania. A więc Tris? 
- Hmm... Nie wiem nawet co mam do wyboru.
-No tak. masz do wyboru: Latanie, Przenoszenie przedmiotów, i Panowanie nad żywiołami. Oczywiście wybierzesz sobie jedno.
- Hmm... Zacznijmy może od latania. Kiedy zaczynamy?
- Zaraz po śniadaniu. Musimy jak najwcześniej zacząć twoje nauki.
Zjedliśmy już bez słowa i ja z Alexem poszłam do lasu. był tam wielki dom:
Weszliśmy do niego i Alex zaczął mówić
-Tu będziesz się wszystkiego uczyć. Chciałaś zacząć od latania, ale z tym wiąże się wysuwanie skrzydeł.
-Ale ja nie mam skrzydeł.
-Masz. Musisz tylko bardzo w to uwierzyć, a potem pomyśleć o czymś miłym.
Zrobiłam co kazał i nagle pojawiły się moje skrzydła. Były piękne i czyste.
-No dobrze, a teraz wydaj im rozkaz w myślach.
Do góry, a potem w lewo 3 m i stop. Pomyślałam , a skrzydła wykonywały moje rozkazy. Cały dzień miną mi na tym że Alex uczył mnie różnych akrobacji. Dopiero wieczorem wróciliśmy do domu. Kolacja była już gotowa. Gdy usiedliśmy i zaczęliśmy jeść, opowiadałam ojcu jak fajnie się lata. Po kolacji wżęłam prysznic i położyłam się. Tym razem zasnęłam szybko, ale w nocy obudził mnie jakiś hałas.Gdy wstałam zobaczyć co lub kto to jest zobaczyłam Chłopaka. Był na wpół przezroczysty. Chciałam zacząć wrzeszczeć włamywacz, ale on zakrył mi usta i zaczął:
-Uspokój się, Nie mam złych zamiarów i nie jestem złodziejem. Mam na imię Tobias. Jestem duszą, ale nie mam złych zamiarów. Jestem posłannikiem Samuela. Kazał mi przynieść ci tę rzemyk z tym medalionem. Mam tez prośbę żebyś ją nosiła.
Medalion był piękny chodź nie w moim stylu:
-Będę go nosić choć nie za bardzo jest w moim stylu.- Nie wiem czemu ale czułam dziwne powiązanie z tym przedmiotem.
-Dobrze- chłopak uśmiechną się- Ja już muszę lecieć, a ty idź spać i nikomu nie mów że tu byłem.
Tobias odleciał, a ja założyłam rzemyk na rękę i poszłam spać. Nie wiem jak, ale moja dusza oderwała się od ciała i zaczęła podróżować po równiku. Było wspaniale. mogłam wszystko zobaczyć. I na szczęści byłam świadoma tego co robię, bo jak mówił Alex nieświadome podróże są niebezpieczne. Rano wróciłam do swojego ciała. Po obudzeniu poszłam się ubrać. Na śniadaniu wyglądałam tak:
Czułam się świetnie. Nie wiem czy to dlatego że dzisiejszej nocy dostałam taki podarunek czy dlatego że podróżowałam po równiku. Po wspólnym śniadaniu i kłótni ojca i Alexa, poszłam z chłopakiem do starego domu. Tym razem uczył mnie panować nad wodą. Była mega zabawa. Dziś miał dobry humor i wygłupiał się razem ze mną.


***
Drugi rozdział skończony mam nadzieję że się podoba i proszę o komentarze to motywuje. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz